"gigabajt" opublikował(a):


  • Wpis w kategorii Opowiadania FavoriteLoadingDodaj do listy ulubionych

    Rozpoznać własną śmierć. – Tu nie jest jeszcze aż tak stromo! – krzyknął Alek. – Nie wydurniaj się!… Wracaj! – darł się rozpaczliwie Robert, usiłując powstrzymać kolegę. Było już jednak za późno. Alek pospiesznie zsuwał się po zboczu, usiłując jak najszybciej dotrzeć do jedynego drzewa, które rosło niecałe dziesięć metrów od szczytu. Kompletnie nie czuł zagrożenia, chociaż niemal pionowa skarpa, zaczynająca się kilka zaledwie metrów dalej, mocno działała na wyobraźnie. Ale to drzewo było przecież bardzo ważne, bo to ono właśnie stanowiło jedyne solidne zabezpieczenie dla liny, po której chcieli dotrzeć na dół skarpy. W miarę zbliżania się do drzewa Alek zwolnił nieco. Nachylenie zbocza było coraz większe a wystające z podłoża skały, które z góry wyglądały na solidne punkty oparcia, coraz częściej okazywały się po prostu zwykłymi kamieniami, dość płytko usadowionymi w ziemi. – Cholera jasna – zaklął chłopak, usiłując nie naciskać za mocno na głaz, który obsuną się razem z nim kilkanaście centymetrów w dół. Chyba tylko rozpaczliwa siła nacisku jego palców, chwilowo zamienionych w szpony, zatrzymała go w miejscu, nie pozwalając osunąć się w przepaść. Natychmiast dostrzegł po prawej stronie kamień, który wydawał się być solidniejszym oparciem dla jego dłoni. Z desperacją chwycił się go i zwiększył napięcie mięśni prawego przedramienia. Wypuścił z wysiłkiem powietrze z płuc, usiłując rozejrzeć się ostrożnie wokół siebie. „Nie panikuj, kretynie!” – pomyślał lekceważąco, chcąc sam sobie dodać otuchy. Może te kamienie nie są aż tak stabilnym zabezpieczeniem, ale przecież nachylenie zbocza w tym miejscu nie jest aż tak znaczne, żeby spaść w tą przepaść. Uśmiechnął się sam do siebie, usiłując nie